Grawer - rzemiosło artystyczne
Zapinka do damskiej chusty
Zapinka do damskiej chusty

Zapinka do damskiej chusty

Spinka do chusty damskiej, która jest poza samą pracą jednym z przykładów podejścia do potrzeb Klienta. Poniższy projekt pokazuje, jak znacząco odbiega początkowe oczekiwanie osoby zamawiającej, od efektu ostatecznego.

Spinka do chusty damskiej

Pierwszym etapem jest bardzo ogólne wyobrażenie Klienta. W tym wypadku wyłącznie praktyczne z dwóch względów. Po pierwsze idzie jesień, więc czas na jesienne zakupy. Chusta, którą zamówiła Klientka potrzebowała spinki. Pierwszym pomysłem była prosta klamra. Jednak samo wycięcie prostokąta z dwoma otworami nie jest dla mnie w żadnym aspekcie ciekawym pomysłem na spędzenie czasu przy stole grawerskim. Oczywiście rozumiem, że to ze strony Klientki pierwsza rzecz, jaką można znaleźć w Internecie.  Moim celem jest inspirowanie a to wymaga szerokiego spojrzenia na każdy przedmiot, nawet najbardziej użytkowy i prozaiczny. Dlatego pierwszym odruchem była propozycja wykonania spinki w kształcie litery D, jako pierwszej litery imienia. To spotkało się z zainteresowaniem Klientki. Zdaję sobie sprawę, że przecież każdy posiada zmysł estetyczny, choć nie każdy potrafi go zwerbalizować, tym bardziej przenieść na papier. To ważny element mojej pracy nad projektem. Sztuką, którą zgłębiam, jest wyobrażenie sobie już gotowej pracy. Jej stylu, charakteru. Z pomocą przychodzi umiejętność wizualizacji. Ta zaś wymaga dużego opatrzenia. W takich chwilach mam kilkanaście skrajnie różnych pomysłów. Stosuję różne kryteria. Zawsze, dosłownie zawsze, jest nim chęć podniesienia poprzeczki, względem wcześniej wykonywanych prac. To rozwija. Tak więc, w tym wypadku wróciłem do klasycznej kaligrafii i dobrze wszystkim znanego kroju pisma zwanego copperplate script, czyli kursywy angielskiej. Drugim elementem miały być akanty. To motywy florystyczne stosowane od wieków do dziś, więc można je spotkać dosłownie wszędzie. To spore wyzwanie, by wypracować swój własny styl w tym zakresie. Tym bardziej zależało mi na nich.

Projekt, na którym widać w prawym rogu pomysł Klientki i efekt końcowy mojej koncepcji

Po spędzeniu wielu godzin, rozłożonych na kilka dni, by przemyśleć każdy detal, powstał projekt. Wydawał się dość wierny moim wyobrażeniom i został z ciekawością zaakceptowany. Teraz nadszedł czas na przeniesienie projektu na metal. To kolejny etap, który wymaga pewnego zasobu technik. Czasem po wstępnym szkicu na papierze, detale dojrzewają już na metalu pod rylcem. Stąd też w tym wypadku wycięcie ażurów zaczęło ukazywać wstępne kształty tego, co miałem w głowie. To ułatwia.

Spinka podgrawerowana w trakcie wycinania ażurów

Kiedy całość została wycięta i osadzona w smole repuserskiej, przyszedł czas na pracę rylcem. Niektóre fragmenty wykonuję dość szybko, pewnie, wręcz bez wahania. Często jednak, również i tu, zastanawiam się godzinami nad pojedynczym cięciem, zajmując się w tym czasie innymi projektami. To tłumaczy dlaczego pozornie szybkie prace tyle trwają. Każdy z doświadczenia wie, że przespanie się z czymś, daje nowe spojrzenie. Są pewne błędy, które można skorygować. Jednak każda korekta to dodatkowy czas. Są też takie błędy, które wymagają rozpoczęcia pracy na nowo. Może nawet nie zawsze są to błędy, ale owe zmiany koncepcji. Kiedyś unikałem czasu na zastanawianie się, ale jak mówią, spiesz się powoli. To zdecydowanie poprawia jakość pracy i wbrew pozorom przyspiesza realizację.

Proces grawerowania

Po wykonaniu samej litery nadszedł czas na opracowanie mocowania. To aspekt, nad którym spędzam nie mniej czasu. Mój pierwszy nauczyciel przekonał mnie, że nawet niewidoczne powinno być choć delikatnie dotknięte rylcem. Tworzy to wtedy całość. I osobiście traktuję to jak rzecz świętą. Trudno nawet z tym dyskutować. Te ukryte miejsca to idealne pole na inicjały, daty, znaki szczególne. 

Mocowanie spinki

Ostatnim aspektem, o który dbam przez cały proces, to efekt całości. O ile nikt nie będzie przyglądał się mocowaniu spinki, kiedy ta będzie splatać chustę, to przecież właścicielka będzie oglądać ją mimowolnie z każdej strony. Jej wrażenia estetyczne powinny być zawsze satysfakcjonujące, niezależnie czy wyjmuje spinkę z szuflady, zakłada ją, czy nosi już na chuście.

Mocowanie spinki

I jak przy większości gotowych prac, mam tylko nadzieję, że któregoś dnia będę mógł dodać fotografię spinki splatającej jesienną chustę. Nie zawsze moi Klienci znajdują na to czas, ale mam nadzieję, że tym razem będzie to możliwe. Jednego jestem pewien. Satysfakcja Klientki jest pełna. Moja również. Choć większość osób zajmujących się rękodziełem, czy sztuką, podzieli moje emocje, że każda skończona praca pokazuje, co kolejnym razem chciałbym zrobić jeszcze lepiej. Ów niedosyt jest jednym z elementów ciągłego apetytu na więcej.